Opublikowano

Podsumowanie miesiąca – PAŹDZIERNIK 2017

Dawno na blogu nie pojawił się żaden post z tego cyklu, chociaż obiecywałam sobie, że oczywiście pojawiać się będą regularnie. Jest chyba trochę tak, że uwielbiam pisać, ale to moje zamiłowanie i czasem wręcz chorobliwa fascynacja dotyczy raczej list wszelakich – zakupów, rzeczy do zrobienia, przepisów do wypróbowania. Dotyczy skrzętnego notowania w kalendarzu i planowania dnia co do godziny. Dotyczy wywodów o życiu, pracy i o tym, że uciekł mi pociąg, pisanych w formie maili czy za pośrednictwem komunikatora. Lubię pisać, bo pomaga mi to w jakiś sposób oczyścić głowę i uporządkować moje myśli nieokrzesane. Lubię pisać ręcznie i wciąż marzę o prawdziwej, niepoprawnie romantycznej listownej korespondencji, choć wirtualne znaki niestety zdominowały aktualnie ten proces. Ale podsumowania zawsze przychodziły mi z większym trudem. Może dlatego, że to trochę takie rozliczanie się z przeszłością, z tym co zrobiłam, co się udało, a co nie, z tym, co pozostało z moich wyobrażeń skonfrontowanych z rzeczywistością. Ale z drugiej strony to też wspomnienia, ulotność złapana w kilku słowach i kilku zdjęciach. I stąd też właśnie podsumowanie października, który okazał się dla mnie miesiącem pełnym skrajnie silnych emocji i chwil, które po prostu chcę pamiętać.

Nie wiem na czym polega fenomen jesieni, ale prawie wszystkie wielkie przełomy w moim życiu dzieją się właśnie w tym okresie. Tak było dwa lata temu, tak jest też teraz. I chociaż wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny i że ostatecznie wszystko dobrze się skończy, kolorowe liście na drzewach i chłodne poranki już zawsze będą budzić we mnie ten drobny niepokój. Niepokój przed zmianami.

Zawodowo październik to przede wszystkim moja wycieczka do Warszawy na warsztaty kulinarne zorganizowane przez Pascala Brodnickiego w ramach promocji jego projektu Tuba Smaku. O samych warsztatach pisałam już na blogu, dodam więc tylko, że to właśnie one tchnęły we mnie jakąś świeżość i wenę, dzięki której Zdrowo Najedzona znów zaczęła żyć pełnią życia. Czasem potrzeba czegoś małego – rozmowy, spotkania, spojrzenia z innej perspektywy, żeby znaleźć w sobie inspirację i pasję, która umyka gdzieś w natłoku codzienności.

W zeszłym miesiącu odbyły się także kolejne warsztaty dla dziennikarzy i blogerów pod patronatem Slowly Veggie. Po raz drugi miałam przyjemność przygotować menu – wspólnymi siłami przyrządziliśmy risotto z pieczarkami na mleku kokosowym, sałatkę z pieczoną dynią, zupę z soczewicą, warzywne frytki z coleslawem i salsą pomidorową oraz jaglane brownie, którego nieco inną wersję pokazywałam Wam ostatnio na blogu.

W kwestii zmian, o których pisałam na początku – w ostatnim czasie zadziało się wiele, zarówno na płaszczyźnie osobistej, jak i zawodowej. Październik przyniósł smutną dla mnie wiadomość o zamknięciu magazynu Slowly Veggie, z którym moje ścieżki przeplatają się już od niemal 1,5 roku. Zajęło mi trochę czasu, żeby ochłonąć, mimo to wciąż nie znajduję słów, by jakoś zgrabnie opisać te wszystkie kłębiące się we mnie emocje. To trochę jak oberwanie obuchem w łeb, ale jak to mówią – coś się kończy, coś się zaczyna. I chociaż smutek wciąż panoszy się gdzieś w środku, to w głębi serca chcę wierzyć, że to właśnie jest ten początek i że zadzieje się jeszcze wiele! 😉

Z tego miejsca chciałam podziękować mojemu dream teamowi, z którym przeżyłam całe mnóstwo pięknych chwil, wypiłam litry herbaty i przejadłam jakieś pół świata. Za te wszystkie momenty, kiedy radowało mi się serduszko po zaakceptowanym leadzie, jak i za te, kiedy obrywałam po głowie. Za cierpliwość. Za inspirujące projekty, które mogłam realizować i wywiady, które dane mi było przeprowadzić. Za tę pewność siebie, której nabrałam, za poczucie własnej wartości i za wszystkie małe spełnione marzenia. Za jedzenie czekolady przy wysyłce i za to, że teraz wiem, że chili pisze się przez jedno „l”. Za wszystkie głupie żarty, całkiem niepoważne rozmowy i zrozumienie bez słów. I mogłabym tak właściwie pisać bez końca, napiszę więc po prostu – dziękuję za naszą wspaniałą roślinną przygodę i za to, że jesteście!